Wydawnictwa tradycyjne i inne modele wydawnicze

wydawnictwa tradycyjneCzym różnią się poszczególne modele wydawnicze i dlaczego nie każde wydawnictwo działa tak samo? Napisałeś własną książkę i zastanawiasz się nad tym, u kogo ją wydać? Możliwości jest kilka! Wydawnictwa tradycyjne, selfpublishing, wydawnictwa typowo usługowe… jak się w tym wszystkim odnaleźć? Na co uważać?

Zanim przejdę do tematu, chciałabym od razu zaznaczyć, że aktualnie jestem autorką dwóch wydanych książek, obyczajowego romansu pt. „Nie zapomnisz o tym, co ci zrobiłem” oraz thrillera „Pan Strach”, a trzecia książka już jest w drodze, więc to, o czym piszę, to wskazówki z życia wzięte:) Kiedy jeszcze sama szukałam swojego pierwszego wydawcy, zderzałam się z mnóstwem rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia, ale dziś, z perspektywy czasu mam już pewne rozeznanie w branży, więc mogę się nim podzielić.

Wydawnictwo tradycyjne – co to jest?

W największym uproszczeniu, jest to firma, która specjalizuje się w klasycznym wydawaniu książek. To właśnie ona płaci za WSZYSTKO, co jest związane z wydaniem, drukiem i promocją książki. Tego rodzaju wydawnictwa nigdy nie będą od Ciebie oczekiwały dopłacania do interesu. To one opłacą profesjonalną redakcję tekstu, jego korektę, wyłożą własne pieniądze na projekt okładki i zajmą się reklamą. Twoją rolą, jako autora jest napisanie książki i oczywiście wspieranie działań marketingowych. Do tego ostatniego zaliczyć można uczestnictwo w spotkaniach autorskich, udzielanie się w social mediach itd.

Co do zasady, wydawnictwo tradycyjne:

  • Za wszystko płaci.
  • Ponosi największe ryzyko biznesowe jeśli książka się nie sprzeda. Ty, jako autor stracisz tylko czas poświęcony na napisanie danej pozycji. Oni – stracą konkretne pieniądze wyłożone na cały proces wydawniczy.
  • Zarabia więcej na książce, bo i ponosi większe ryzyko. Autor, zwłaszcza nieznany, zwykle ma tu naprawdę minimalny procent zysku.

Decyzja o tym, czy wydawnictwa tradycyjne zdecydują się zainwestować w Twoją książkę będzie drobiazgowo przemyślana. Krótko mówiąc: chłamu bez perspektyw nie wydadzą.

Selfpublishing – co to jest?

Bardzo popularny dziś selfpublishing (samo-wydawanie) to model, w którym Ty, jako autor książki w całości wydajesz ją i promujesz. Sam od początku aż do końca.

Zasada: za wszystko płacisz osobiście i najwięcej zarabiasz, jeśli książka dobrze się sprzedaje.
Ryzyko: jeśli wypuścisz na rynek chłam, a do tego nie zadbasz o reklamę, stracisz pieniądze.

Więcej o self-publishingu wraz z porównaniem go do klasycznego wydawnictwa pisałam już na stronie tutaj.

Czym są wydawnictwa vanity?

Wydawnictwo vanity, zwane też często wydawnictwem usługowym – to takie ładniejsze określenie – jest firmą, której klientem tak naprawdę nie jest czytelnik, a autor. Oczywiście, mogę tu generalizować, choć wierzę że na dziesiątki niekoniecznie „fajnych” vanity musi znaleźć się jedno, które będzie w porządku, ale…jednak.

Wydawnictwo vanity:

  • W 90% przypadków odpowiada na wysłaną przez autora propozycję wydawniczą w stylu „Panie Tomku, to jest prawdziwe arcydzieło, chętnie wydamy”. „Pani Kasiu, zaintrygowała nas przesłana przez Panią książka i chętnie zajmiemy się jej wydaniem”. Następne pięć zdań e-mailowej wiadomości to lukrowane pochwały, które budują w autorze książki dumę i radość. A dalej… wydawnictwo podaje ile będzie kosztowało wydanie (od 9000 do nawet 20 000 zł) i w jakiej formie autor może za to zapłacić. Całość, dogodne raty itp.
  • Kusi autora wizją bardzo wysokiego procentu od zysku. Przykład: wydawnictwo tradycyjne to wynagrodzenie autorskie w postaci 7% od kupionego przez czytelnika egzemplarza, a vanity: 40%. Lub więcej!
  • Zarabia nie na książkach kupowanych przez czytelnika, a przede wszystkim na opłacie dokonanej przez autora. Tu od razu pojawia się pytanie: czy takiemu wydawcy będzie zależało na sprzedaży książki, skoro już na niej zarobił?

Vanity – próżność?

Ciekawostka: słowo „vanity” w j. angielskim oznacza „próżność”. Nie bez powodu więc wiele osób mówi, że wydawcy tego modelu odwołują się wprost do próżności autorów.

  • Wiedzą, że debiutant marzy o wydaniu książki i jest łasy na pochwały.
  • Zdają sobie sprawę z emocji, jakie towarzyszą autorowi przy pierwszej odpowiedzi na „tak” i dbają o to, by te emocje rozbudzić.
  • Chwalą książkę, chociaż od jej wysłania przez autora do momentu odpowiedzi z ich strony minęło np. 2 tygodnie. Szybko przeczytali, prawda? Klasyczne wydawnictwo daje sobie minimum trzy miesiące, a tu myk, myk, przeczytane i zaakceptowane. Tylko czy… aby?

Decydując się na wydanie w tej formie, autor musi pamiętać, że to on ponosi całe ryzyko wydawnicze (pieniądze!). I prawdopodobnie sam będzie musiał zajmować się promocją książki, bo wydawca za niego tego nie zrobi.

Mixy i hybrydy wydawnicze

Podczas wysyłania swojej książki do różnych wydawnictw, a wtedy nie wiedziałam jeszcze, które z nich działa w takim, a nie innym modelu, spotkałam się też z kilkoma miksami biznesowymi. Niestety nie potrafię sklasyfikować ich pod jeden, konkretny typ wydawcy. Były to np.

  • Firmy, oferujące wydanie książki na zasadzie współfinansowania. Część kwoty za wydanie płaci tu autor, a część wydawnictwo. Opcja wydaje się całkiem rozsądna, ponieważ dzieli i koszty i ryzyko na pół, ale…finalnie nie udało mi się dowiedzieć, ile dokładnie wyłoży od siebie wydawca. Przykład: oferta wydania książki, w której autor płaci 12 000 zł. Brak informacji ile płaci wydawca. Jednocześnie znajomi autorzy wydający przez selfpublishing nierzadko zamykają się w kwocie 10 – 15 000 zł. To znaczyłoby zatem (tu oczywiście gdybam), że firma działająca na zasadzie współfinansowania płaci tak niewiele, że równie dobrze można by wydać książkę samodzielnie.

Ważne: znam kilku autorów, którym nie dorastam do pięt, a którzy właśnie poprzez wydawnictwa współfinansowane wydali swoją pierwszą książkę. Mało tego, dziś są jednymi z bardziej znanych w Polsce! Tym samym, mimo pewnych wątpliwości, absolutnie nie dyskredytowałabym tego modelu wydawniczego. Z dobrą książką, zaangażowaniem i promocją – może się on pięknie sprawdzić!

  • Firmy, które proponują wprost, że opłacą druk i np. projekt okładki, a autor resztę. Reszta to m.in. redakcja, korekta, skład książki itd. Ciekawostką tego przypadku był brak informacji o promocji książki. Mogę się zatem domyślać, że taki wydawca nie oferował promocji wcale, więc spadałaby ona na ręce autora.

Wydawcy płacący jednorazowo

Zetknęłam się również z wydawcami, których umowy zakładają kupno dzieła od autora (wraz z całością praw do niego) i wykluczają jego dalsze zyski ze sprzedaży wydanej pozycji.

Właściwie jest to bardzo interesująca opcja dla kogoś, kto np. dużo pisze, nie chce zajmować się promocją ani marketingiem i pasuje mu otrzymanie np. 500 zł za opowiadanie, które potem będzie wydane w formie ebooka, albo 5000 zł za książkę. Jednorazowo. Bez żadnych dodatkowych profitów. Zamiast więc czekać aż książka się sprzeda, denerwować się tym CZY się sprzeda i w jak dużym nakładzie, autor sprzedaje ją od razu, otrzymuje pieniądze i zapomina. Finalnie, może pochwalić się książką czy ebookiem, bo zawsze będzie na nim nazwisko czy pseudonim, to oczywiste – ale więcej zysków z tej opcji nie zobaczy.

Jak widzisz, istnieje dziś wiele możliwości na to, by wydać książkę. Wystarczy tylko, że wiesz, jakie są plusy i minusy konkretnych modeli wydawniczych i już będziesz mógł łatwiej wybrać dla siebie tę opcję, która najbardziej Ci pasuje.

Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.